Zmęczenie, przebodźcowanie, napięcie. Wielość zadań i listy „to do”, które nigdy się nie kończą. Kręcenie się w kółko w poszukiwaniu rozwiązań, strategii, kolejnego „lepiej”. Można by długo wymieniać wyzwania współczesnego, aktywnego zawodowo człowieka. Wielu z nas funkcjonuje w trybie ciągłego reagowania – na potrzeby, oczekiwania, zmiany, kryzysy i ambicje.
Internet kipi od narzędzi rozwojowych. Oferta szkoleń, kursów, programów mentoringowych jest dziś szersza niż kiedykolwiek. Możemy jeździć po całym świecie, czerpać z mądrości różnych kultur, słuchać inspirujących mówców, spotykać nauczycieli i przewodników. Rozwój stał się dostępny, modny, niemal obowiązkowy. A jednak, mimo tej obfitości, coraz częściej pojawia się wewnętrzne zmęczenie… często samym rozwojem.
Podczas jednej z sesji dojrzała liderka – osoba, która „dotknęła już wszystkiego”: różnych metod, narzędzi, podejść – zatrzymała się i zadała sobie pytanie, które wybrzmiało wyjątkowo mocno:
A co by się stało, gdyby tak spróbować przez rok funkcjonować zupełnie inaczej?
To pytanie wypłynęło z cichej autorefleksji: być może nie musi już robić więcej w kontekście swojego rozwoju. Zamiast sięgać po kolejne koncepcje, mogłaby wybrać to, co już zna – i naprawdę zaimplementować w życiu. Bez dodawania, bez komplikowania, bez presji ciągłego „ulepszania siebie”.
Nasza rozmowa naturalnie zeszła w kierunku tożsamości. Tego, co jest pod spodem. Poza rolami, które pełni – matki, córki, profesjonalistki. Poza zadaniami, które wykonuje. Poza myślami, emocjami, przekonaniami, które codziennie się pojawiają i znikają.
I padło pytanie jeszcze głębsze, bardziej niewygodne, ale też niezwykle uwalniające:
Kim jestem, gdy odsunę na bok swoje role?
Nie po to, by zanegować role czy odpowiedzialności. Raczej po to, by przypomnieć sobie, że nie są one całością, a pod warstwami działania, osiągania i reagowania istnieje coś bardziej pierwotnego – obecność, świadomość, bycie.
Coś, co nie wymaga poprawy ani naprawy.
Być może prawdziwym luksusem naszych czasów nie jest dostęp do kolejnych narzędzi rozwojowych, lecz odwaga, by się zatrzymać. By na chwilę przestać szukać odpowiedzi na zewnątrz i zapytać siebie: czego naprawdę teraz potrzebuję?
A może rozwój na pewnym etapie nie polega już na dodawaniu, lecz na odejmowaniu. Na upraszczaniu. Na powrocie do tego, kim jesteśmy – zanim świat powiedział nam, kim powinniśmy być.

