Przejdź do treści
Strona główna » Blog » Między oddechem a ciszą – przestrzeń na nowy początek

Między oddechem a ciszą – przestrzeń na nowy początek

Od dawna fascynuje mnie pytanie: co się dzieje, gdy na chwilę przestajemy biec?
W świecie, w którym tempo narzucają nam projekty, terminy i oczekiwania – zarówno nasze własne, jak i te z zewnątrz – łatwo się zgubić. Łatwo zapomnieć, że rozwój nie zawsze polega na dokładaniu sobie kolejnych zadań. Czasem zaczyna się od… zatrzymania. To zatrzymanie bywa trudne. Może budzić lęk, bo nagle konfrontujemy się z ciszą. Z pytaniami, które długo odkładaliśmy: Po co to robię? Czy naprawdę tego chcę? Gdzie w tym wszystkim jestem ja?
Ale właśnie w tej ciszy rodzi się klarowność.

Odruch biegu

Wielu z nas ma w sobie odruch – biec, działać, wypełniać kalendarz po brzegi. To daje poczucie kontroli, sprawczości, a często też uznania. Tyle że z czasem zaczynamy zauważać zmęczenie, utratę sensu albo wręcz przeciwnie – tak silne przywiązanie do działania, że bez niego czujemy pustkę. Zatrzymanie w takiej chwili nie jest luksusem. Jest koniecznością. To trochę jak z oddechem – możemy przez chwilę brać wdech za wdechem, ale w końcu przychodzi moment, kiedy trzeba wypuścić powietrze.

Cisza jako przestrzeń

Cisza nie oznacza braku. Cisza daje przestrzeń.
To w niej zaczynamy słyszeć siebie – swoje myśli, uczucia, potrzeby, których nie zauważamy w codziennym szumie. To w niej pojawia się miejsce na pytania, które mogą prowadzić do odpowiedzi ważniejszych niż wszystkie check-listy świata. Kiedy zatrzymuję się sama dla siebie, doświadczam czegoś, co można nazwać „przesunięciem perspektywy”. To trochę tak, jakby stanąć na wzgórzu i spojrzeć na drogę, którą idę, z góry. Nagle widać więcej – nie tylko to, co tuż przed stopami. Zmiana perspektywy to także wsłuchanie się w to, co mówi do nas „życie”, „praca”, „projekt”.

Trzy filary zatrzymania

Z moich doświadczeń i pracy z ludźmi wyłaniają się trzy słowa, które są jak drogowskazy w tym procesie:

  • Samoświadomość – żeby zobaczyć, co naprawdę jest moje, a co przyniesione z zewnątrz.
  • Autentyczność – żeby odważyć się żyć w zgodzie z tym, co odkrywam.
  • Dobrostan – żeby pamiętać, że rozwój nie ma sensu, jeśli odbywa się kosztem mnie samego.

Co się dzieje potem?

Najpiękniejsze w zatrzymaniu jest to, że ono nie zatrzymuje nas naprawdę. Wręcz przeciwnie – pozwala pójść dalej. Tyle że inaczej: z większą świadomością, spokojem i wyborem. To tak, jakby przez chwilę zatrzymać się w lesie, zamiast biec dalej z nawigacją w ręku. Wsłuchać się w odgłosy, popatrzeć na ścieżki, które się rozchodzą. Dopiero wtedy mogę świadomie wybrać, którą chcę iść, zamiast ślepo podążać za linią na mapie. Być może właśnie na tym polega dojrzały rozwój – nie na tym, żeby wciąż dodawać sobie kolejne cele, ale na tym, żeby umieć stanąć i sprawdzić: czy droga, którą idę, jest naprawdę moja?

Wszystkie postyWszystkie posty

Zapraszam Cię do pobrania bezpłatnych materiałów, abyś sprawdził/a co ma dla Ciebie sens w życiu zawodowym.

Kliknij aby dołączyć do Newslettera